- Hej, jestem już w samolocie, będę koło 12. Harry xx. - kiedy to odczytałam od razu spojrzałam na zegarek, by dowiedzieć się która godzina, dochodziła prawie 8:00, jak ten czas szybko leci. - pomyślałam.
- Hej, dobrze czekam, do zobaczenia. Lucy xx. - odpisałam.
Jejku jak ja go dawno nie widziałam, ciekawa jestem jak wygląda, czy się zmienił, od czasu kiedy on pojechał do Londynu nie miałam z nim żadnego kontaktu. Nie wchodziłam na portale plotkarskie, nie wiedziałam nawet jak wygląda, zaczęłam żyć jak normalna samotna matka z dzieckiem, młoda matka z dzieckiem, która nie znała Harrego i nie wiedziała kim jest ojciec, już się nawet przyzwyczaiłam do takiego życia i wszystko pewnie byłoby dobrze gdyby nie choroba Van. Nim się obejrzałam, pielęgniarki wynosiły moją córkę na kolejną operację.
- Proszę pana! - krzyknęłam i podbiegłam do lekarza.
- Dzień dobry, co się stało? - zapytał.
- Ja chciałam powiedzieć, ze na jakieś 60% może będę miała pieniądze na tą operację. - powiedziałam.
- To bardzo się cieszę i naprawdę trzymam kciuki żeby się pani udało, a na razie muszę iść, zbadać Van i powinniśmy wrócić za jakąś 1godzinę.
Minęło już prawię 4godziny. Van leży już w sali i śpi, a ja czekam na Harrego. Po chwili usłyszałam mój dzwonek telefonu.
- Hallo. - powiedziałam.
- Hej jestem już pod szpitalem, możesz po mnie przyjść. - oznajmił mi Hazz.
- Ok, będę za 1minutę. - powiedziałam i się rozłączyłam.
- Van, ja zaraz przyjdę. - powiedziałam i pocałowałam ją w czółko.
Wybiegłam z sali i w ostatniej chwili wbiegłam do windy. Ludzie patrzyli na mnie jak na debilkę, a ja szczerze miałam na to wyjebane. Teraz liczyło się to żeby jak najszybciej znaleźć się na dole. Kiedy winda się zatrzymała wybiegłam z niej jak wariatka, potykając się o własne nogi. Szybko wybiegłam przed szpital i zaczęłam szukać wzrokiem Harrego. Po chwili zobaczyłam siedzącego na ławce chłopaka z burzą loków na głowie, podeszłam do niego. Stanęłam na przeciwko i wpatrywałam się w niego, jejku jak on się zmienił!
- H..Harry? - zapytała, jąkając się.
- Tak, a ty Lucy, boże jak ty się zmieniłaś. - powiedział i mnie przytulił.
- Hej, ty też się zmieniłeś, nawet bardzo. - powiedziałam i się w niego wtuliłam. Wtedy zrozumiałam, że ja go dalej kocham, że nigdy nie przestałam. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją starłam. Wiedziałam, że jak dowie się o dziecku będzie na mnie bardzo zły, że mu tego nie powiedziałam, ale musiał to zrobić to było dla dobra Van.
- Chodź do środka i powiem ci co się stało. - powiedziałam i z niechęcią sie od niego odkleiłam.
- Dobra. - powiedział i złapał za rękę. Weszliśmy do szpitala i ruszyliśmy w stronę windy. Wcisnęłam guzik 5piętro i winda ruszyła.
- Dlaczego jedziemy na oddział dla dzieci? - zapytał nie wiedząc o co chodzi.
- No bo ten, tylko proszę cię nie krzycz. - powiedziałam błagalnym tonem.
- Nie obiecuję. - powiedział.
- No bo chodzi o to, że tam w jednej z sal leży... - zacięłam się na chwilę.
- No kto leży? - zapytał zniecierpliwiony.
- Nasze dziecko. - powiedziałam ciszej.
Chwila ciszy i jeszcze na moje nieszczęście winda się zacięła, szlag!
- Jak to kurde moje dziecko, co ty jaja se ze mnie robisz, jakie dziecko, przecież nie mamy żadnego dziecko, weź mi wytłumacz o co chodzi!!! - stracił panowanie nad sobą, zaczął krzyczeć i chodzić w kółko. - Jak to się stało. - powiedział szeptem.
Zaczęłam płakać.
- Ja pierdziele masz 19lat i nie wiesz jak się robi dzieci! - teraz to ja krzyknęłam.
- Wiem, wiem, ale dlaczego mi nie powiedziałaś! - krzyknął.
- Bo nie chciałam zepsuć ci kariery, wiedziałam jak się cieszysz na to, ze będziesz sławnym piosenkarzem, a dziecko by ci to wszystko zepsuło. - powiedziałam cicho.
Nagle ruszyła winda i chwilę potem mogliśmy z niej wyjść. Na 5pietrze czekało dużo ludzi na windę, a jak my wyszliśmy patrzyli się na nas jakby nie wiadomo co się stało. Naglę z tego tłumu wyszedł lekarz,
- Przepraszam, ze się wtrącam, ale coś się stało, bo było was słychać w całym szpitalu? - zapytał przestraszony.
- Nie wszystko w porządku. - powiedziałam i złapałam Harrego za rękę i zaprowadziłam w miejsce, w którym nikt nie będzie słyszał o czym rozmawiamy.
- Harry, wiem nie powinnam zataić przed tobą faktu, że masz dziecko, ale teraz musiałam ci powiedzieć i proszę cie nie zrozum tego tak jakbym chciała cię wykorzystać. - powiedziałam.
- Mów. - powiedział.
- Bo chodzi o to, że Vanessa, tak nazywa się nasza córka choruję na raka, ma 2 lata, potrzebuje pieniędzy na operację, tylko, ze operacja nie jest tania kosztuje 30tys, dlatego proszę cię o pomoc. - powiedziałam.
Przez chwilę staliśmy w ciszy, aż Hazz ją przerwał.
- Pomogę ci, ale chcę ją zobaczyć. - powiedział.
- Dobrze, chodź. - powiedziałam. - A i Harry, dziękuję. - powiedziałam, uśmiechnęłam się i przytuliłam go, co on odwzajemnił. Kiedy weszliśmy do sali, w której leży Van,
zobaczyłam ja jak opiera się buźka o szczebelki łóżka.
- Jejku jaka ona śliczna. - powiedział cicho Harry, na jego słowa uśmiechnęłam się pod nosem...
_______________________________________________________
Heeeej, i jest 3 rozdział, trochę dłuższy niż poprzedni CHYBA, byłby dłuższy tylko nie mam czasu, bo jadę na miasto i za pół godzinny mam autobus, a jeszcze musze się przygotować, dzisiaj może dodam 4rozdział ;) <33
Dobrze, ze on jej pomoze. Mam nadzieje, ze im sie ulozy i ze beda jeszcze razem, a Van wyzdrowieje. :)
OdpowiedzUsuń